Czy ściągi na nowej maturze mają sens?
Ci, którzy zdawali starą maturę, pewnie pamiętają, że z każdej kieszeni wystawały im ściągi, a ich pisanie zajmowało naprawdę wiele czasu. Drobniutko przycinane i zginane pełniły swoją rolę za bezkonkurencyjną szkolną deskę ratunku każdemu absolwentowi bez wyjątku. Matury z pewnością każdy się bał, w związku z czym zagrożony opcją zapadnięcia w tak zwaną niemoc twórczą wolał się zabezpieczyć. Ten jeden z najważniejszych egzaminów w życiu, gdy został źle zaliczony albo oceniony, miał negatywny wpływ na przyszłość słabszym w nauce maturzystom. Tym bardziej, kiedy z pozoru wykutego na blachę ucznia omawiana tutaj niemoc dopadła, a ani jednej pożądanej ściągi w pobliżu nie było. Niezastąpione były one podczas egzaminu końcowego z historii, w którym nauczyć się należało multum kluczowych dat z polskiej a także globalnej przeszłości. Nie wspominając tym bardziej o politykach, miejscowościach i tym podobnych. Pomysłowa młodzież preferuje otrzymać wyższą ocenę posługując się niezbyt etycznymi sposobami niż przystąpić do egzaminu z czystym sumieniem. Nawet profesorowie stojący na straży porządku podczas egzaminu potrafią zaakceptować używanie ściągi, dlatego też sumienie nie daje się tak we znaki. Wszyscy czują się w takim razie niejako rozgrzeszeni, gdyż skoro nauczyciel pozwala, to czemu nie wykorzystać sytuacji? Tak powstawała patologia maturalna, która przepadła zaraz po wejściu nowej matury. Matura ta jest tak zbudowana, że ściągi na nic się nie przydadzą. Jest ona piętnowana pod wieloma względami, jednak okazuje się bardziej sprawiedliwa niż ta w wersji starej.










